Pamiętnik znaleziony w Afgaraq

Tymczasowe forum poświęcone imprezie Afgaraq 5

Moderatorzy: echelon4, Tato, kałasz

Pamiętnik znaleziony w Afgaraq

Postprzez Victhor » 19 maja 2009, o 22:05

Pamiętnik znaleziony w Afgarq...

Na lotnisku w Kinszasie panuje kompletny burdel. Zamieszki wypłoszyły z Konga wszystkich turystów. Wszędzie widać uzbrojone postacie. Wynajęty przez uniwersytet malutki airbus grzeje właśnie silniki. Wreszcie pojawił się ksiądz Eugenio Cordonne, doktor Instituto Papale della Istoria Christiana. Szalony jezuita, który chce wziąć udział w mojej wyprawie do Afgaraq. Teraz siedzi i rozmawia z Johnem Mojakiem swoim asystentem, który na księdza mi nie wygląda, raczej ma aparycję afrykanera-awanturnika, który nie jedno widział i niejedną kosę wsadził. Nic to. Pozory mogą mylić. Obok mnie chrapie Matzko Kfitzol, polski góral, znany tombraider, który potrafi niepostrzeżenie buchnąć z zabezpieczonej gabloty cenny eksponat. Może się przydać, kiedy będziemy wywozić afgarskie artefakty. Wstępnie wszystko już jest obgadane z Ambasadą Amerykańską. Cenne relikty trafią do prywatnych kolekcji w USA zamiast kurzyć się w piwnicach British Museum of London. Urocza docent Cornelia Kroft także podziela moje zdanie na ten temat. Artefakty nie mogą pozostać w Afgaraq, gdzie staną się przedmiotem walki politycznej i najprawdopodobniej w wyniku zawieruchy zostaną zniszczone. Nie możemy już dłużej czekać na najemników, którzy mieli nam towarzyszyć. Może dostali lepsze kontrakty, może się wystraszyli, a może po prostu zapili w barze. Kto wie? Żeby przeżyć o zdrowych zmysłach w Kongo musisz pić. Wzbijamy się w powietrze pozostawiając pod sobą niegościnny czarny ląd.

***

Powietrze w Afgaraq zaskakuje wilgocią. Deszcz pada tu rzadko. Jednak, gdy już spadnie, zmienia się w niszczycielski żywioł, zabija ludzi, niszczy uprawy, topi stada kóz. Spragniona pylista ziemia nie przyjmuje szybko wody. Oznacza to dla ekspedycji dodatkowe utrudnienie. Głodni ludzie są skorzy do buntu, co skwapliwie wykorzystują lokalne partyjki. Rozbiliśmy obozowisko nieopodal Brytyjskiej Ambasady. Jak się dowiedzieliśmy, nasz umówiony przewodnik został ukamienowany za występne obcowanie z kozą. Zostaliśmy bez ochrony i przewodnika.

***

Administracja lokalna jest jednak sprawna. Kurier dostarczył nam do wypełnienia wniosek o pozwolenie na prowadzenie prac z Ministerstwa Archeologii i Wykopalisk. Nie ma co, trzeba będzie się jakoś wyłgać, może uda się dogadać z samym Prezydentem. Na początek będziemy przeciągać jak się da. Pewnie nam potem dadzą kogoś, kto nam będzie patrzył na ręce. O! Już przyszedł jakiś afgarski dzieciak pewnie podkraść wyposażenie…

***

Chłopiec wcisnął nam jakąś mapę. To oczywiście ewidentna fałszywka, Sprawdziliśmy jedno z miejsc, które wskazywała. Tak jak się spodziewałem – pusto. Jednak żal mi chłopaka się zrobiło…Dostał biedaczyna kilkanaście afgarów i poszedł sobie. Właśnie pijemy herbatkę. Niedawno przyszła do nas Milicja i zażądała 20 afgarów za ochronę. Co za bezczelność! Wstawiłem im bajkę, że dziękuję, gdyż ochrania nas pobliska Ambasada Brytyjska i sobie poszli. Miejscowi są jednak naiwni. Ale widzę, że ktoś się zbliża do obozu, jacyś uzbrojeni ludzie, pewnie chcą nam sprzedać karabiny. Pozos…
***

Udało mi się za kilka afgarów wykupić od strażnika mój pamiętnik. Zostaliśmy brutalnie i bezprawnie aresztowani przez Milicję. Użyto chyba wszystkich sił milicyjnych, w tym także wozu bojowego, do którego zostaliśmy brutalnie wrzuceni. Ojciec Cordonne krzyknął, że spłynie na nich kara niebieska, bandytów i bisurmanów. Klątwa okazała się wyjątkowo skuteczna – wóz ujechał kilka metrów i utknął w dziurze. Eskorta wyskoczyła z wozu. Zostaliśmy sami z operatorem KM. Matzko prawie się już uwolnił, a Docent Cordelia miała glocka dziewiętnastkę w niewinnie wyglądającej saszetce. Oczywiście nie przeszukali nas. Jednak załatwienie kaemisty i sterroryzowanie kierowcy byłoby bezsensowne, klątwa rzucona przez Ojca Cordonne skutecznie unieruchomiła pojazd. Wstrzymuje akcję. Pieszo zostaliśmy doprowadzeni przed oblicze prezydenta. Załatwienie satrapy byłoby banalnie proste, jednak członkowie wyprawy zapłaciliby za to życiem. Rozważałem wzięcie go jako zakładnika, lecz podczas prywatnej rozmowy w pałacu Dul-Haras okazał się człowiekiem inteligentnym ceniącym naszą pracę, oraz historię. Po pokazaniu mu „fałszywej” mapy skarbów wydał nam pozwolenie na poruszanie się po terenie Afgarq i zezwolenie na wykopaliska za skromna sumę 15 afgarów. Jesteśmy wolni.

***

Postanowiliśmy zdobyć bezpieczny azyl. W tym celu udaliśmy się z Docent Cordelią do Ambasady USA. W takcie naszej wizyty nastąpił atak milicji, ochrona ewakuowała nas wraz z ambasadorem Izzim do schronu, w którego ciemnościach knuliśmy nasze niecne plany. W tym czasie ojciec Cordonne wraz z resztą ekspedycji udał się do Ambasady Polskiej, gdzie odnalazł prawdziwie wiernych katolików, udało mu się zebrać kilkadziesiąt afgarów na swoja zbożną misję. Kolejne prace w ruinach znajdujących się za redakcją Afgarq News przyniosły sensacyjne odkrycie, odnaleźliśmy fragmenty starożytnych tablic, w tym dwa zapisane cyrylicą (sic!) Rozpoczęliśmy żmudne poszukiwania, które zaowocowały kolejnymi znaleziskami w postaci kilku fragmentów tablic. Jednak niektóre miejsca okazały się być stałymi wartowniami MA lub były niedostępne ze względu na wysokie ryzyko. Kiedy negocjujemy z kapitalistami cenę, za jaką możemy prowadzić wykopaliska na ich „prywatnej” działce, Kfitzol sprawnie wydobywa i kradnie tablice. Mimo ważkich argumentów (wprowadzenie wolności wyboru religii umożliwi także laicyzację) fiaskiem kończy się uczona dysputa na temat budowy kapliczki na ich terenie. Cordonne po odczytaniu w hotelu fragmentu z księgi powtórzonego prawa o zakazie współżycia z kozami, otrzymuje od skorumpowanych milicjantów, na tacę, aż 10 afgarów! Spotkaliśmy również podejrzane niemieckie małżeństwo (jak wiedzieliśmy od szefa redakcji Afgaraq News poszukującą złota). Postanawiam grać w otwarte karty, jednak Niemiec uparcie twierdzi, że chodzi jedynie o rodzinnie pamiątki. W obliczu braku czasu i wzajemnego zaufania rezygnujemy z udzielenia im pomocy.

***

Leje deszcz. Nieustannie. Utknęliśmy w Ambasadzie Rosyjskiej. Palcówka została zaatakowana jest przez siły MA. Obecny ambasador nie jest w stanie dać nam ochrony, abyśmy mogli bezpiecznie przeszukać lokalizację z mapy znajdującą się w pobliżu Partii Anarchistów, która porwała niedawno Ojca Cordonne, podczas wznoszenia kapliczki. Opatrzność pozwoliła mu jednak przeżyć. Atak się kończy…wkrótce ruszamy.

***

Znaleziska są satysfakcjonujące. Ochrona okazała się bardzo profesjonalna i przydatna, gdyż w miejscu wykopalisk doszło do otwartej bitwy między siłami AAAA i MA. Pod ogniem powracamy do rosyjskiej placówki, ponieważ następne z miejsc, gdzie według mapy otrzymanej od chłopca powinny znajdować się kolejne fragmenty tablic, to wyjście ewakuacyjne z ambasady. Ambasador Goorock, tym razem, jest mniej chętny do współpracy – wyjście jest objęte klauzulą tajności, w dodatku znowu trwa kolejny atak na ambasadę. Nie możemy liczyć na to, że da nam choć jednego człowieka. Przed chwilą dałem tajemne znaki ojcu Cordonne, aby dostał się do podziemi ambasady i odnalazł starożytną poternę, która powstała w czasach, gdy w tym miejscu znajdował się afgarski pałac. Pozostał z nami jeden strażnik, który zagadany przeze mnie i wpatrzony w we „wdzięki” pani docent nie zauważył jak Jezuita znika w ciemnościach korytarza. Cordonne powrócił po chwili, nie znalazł tablic. Jednak udało mu się zdobyć stary zwój zapisany po staroafgarsku. Docent Cordelia odczytała go. Okazał się apokryficznym przekazem o życiu Chrystusa. Dla ojca Cordonne to wyjątkowo cenne znalezisko.

***

Udało się! Nieznany rosyjski sałdat odnalazł naszą tablicę! Podczas maskowania wejścia została ona odrzucona na bok! Wojna niszczy kulturę, to jednak prawda. Niektóre z tablic znajdujemy połamane szwejackim buciorem. Robimy pamiątkowe zdjęcie i umawiamy się z ambasadorem, że dostarczymy kompletną tablicę, na której napisano „Zdiełano w CCP!” Robi się późno.

***

Nie udało nam się odnaleźć dwóch brakujących fragmentów tablicy zapisanej cyrylicą. Mapa okazuje się być także mylna. Nie odnajdujemy jednego z miejsc w terenie zaznaczonego na mapie jako „Górka”. Wiec oznacza koniec naszych poszukiwań. Robi się niebezpiecznie. Udaję się z Matzkiem oraz docent Cordelią obejrzeć atak na pałac. Słychać ogień z karabinów, eksplodują granaty, krajobraz zasnuwa się dymem, zapada coraz gęstszy mrok. Reflektory niczym Oko Saurona omiatają okolicę. Podczas obserwacji spotykamy samotnego polskiego żołnierza na samobójczej misji. Postanawiamy mu pomóc. W celu odwrócenia uwagi obrońców odpalam pochodnię fosforową. Dostajemy się pod ostrzał. W odpowiedzi chyba otworzymy ogień z broni krótkiej…

kilka zdjęć z wyprawy:

http://picasaweb.google.pl/victorlachh/ ... directlink
Obrazek
A.I.M.
Avatar użytkownika
Victhor
sierżant
 
Posty: 425
Dołączył(a): 7 paź 2007, o 14:28
Lokalizacja: Z Otwockich Lasów

Powrót do Afgaraq 5

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość